środa, 26 lipca 2017

3 sukienki za 9 zł

Dzień dobry! :)

Od około 4 lat raz na jakiś czas wybieram się na tak zwane poszukiwania/łowy. Te z Was, które zaglądają do lumpeksów pewnie wiedzą o co chodzi. W sklepach z tanią odzieżą możemy znaleźć czasem prawdziwe skarby, a jak markowe albo z metką czy fajnym składem materiałów to już w ogóle super! Jedyne za czym nigdy się tam nie rozglądam to: bielizna, okrycia na głowę i buty (chyba,że są z metką). Sporadycznie kupuję także t-shirty. Raczej upatruję koszul, sukienek i spódnic.
Zakupy robię jedynie w dwóch s-h w Świeciu, czasem zaglądam do innych, ale dosłownie raz na rok. Dwa, o których pisałam to pomarańczowy na rynku (CTO), a drugi to ten koło rynku, ale "u góry" niedaleko komputerowego.

Ostatnio na ul.Jana Pawła w Świeciu zajrzałam do lumpeksu, w którym nigdy wcześniej nie byłam. Z racji pogody, która obecnie panuje zdecydowałam się patrzeć tylko na sukienki. I tak w moje ręce wpadły trzy z nich: 




Każda w powyższych kosztowała 3 zł/sztuka. Najbardziej jestem zadowolona z tej ciemnej w kwiaty, którą miałam już na egzaminie. Byłam zdziwiona, że nikt wcześniej jej nie wziął, jednak miała defekt- popsuty zamek. Z uwagi na fakt, że jest to sukienka trochę na mnie za duża <M a nie XS/s> babcia wypruła i zaszyła mi go. Nie mam problemów z jej ubieraniem.




Sukienkę we wzory nosiłam już parokrotnie i czuję się w niej świetnie tylko jest dosyć prześwitująca i ubieram pod nią cielistą bieliznę. Bardzo lubię styl boho, a ona mi taki przypomina.


Jedyną sukienką, co do której nie jestem w 100 % przekonana jest ta w paski. Kojarzy mi się z czymś na plażę, a nie wiem czy będę z takowej korzystać w tym roku :P Zobaczymy czy mi się przyda, jak nie to nawet nie będę miała skrupułów aby ją wyrzucić.


Miłego dnia i powodzenia w szukaniu perełek :) 

niedziela, 23 lipca 2017

Olivier Sacks "Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem"

Witajcie :) Dzisiaj o książce z zakresu neurologii i psychiatrii.

O bestsellerze Sacksa słyszałam już od dawna. Jak sięgam pamięcią- na pierwszym roku studiów prof. Francuz na psychologii percepcji opowiadał o wybitnym dziele, które należy przeczytać. Jak można się domyśleć chodziło o "Mężczyznę...". Tytuł już wtedy był zachęcający jednak nie było mi po drodze do biblioteki. Los chciał, że po 3 latach zakupiłam owy album i niesamowicie się z tego cieszę. Sama także uważam, że nastąpiło to w momencie idealnym, ponieważ dopiero co skończyłam praktyki w Szpitalu dla Psychicznie i Nerwowo Chorych oraz miałam psychologię kliniczną, dzięki czemu mogłam lepiej zrozumieć zagadnienia poruszane w książce. Aby nie przedłużać- przechodzimy do mojej opinii o książce.

Oczekiwania jakie żywiłam wobec lektury były raczej niewielkie (coś "lekkiego", ciekawostki w jednym miejscu). Ot, uważałam, że to przyjemna powiastka, która opisze tytułowego mężczyznę, jego życie i jednostkę chorobową. Myliłam się. Książka to zbiór historii pacjentów z ich deficytami, nadmiarami, uniesieniami a także upadkami. Przy każdym przypadku autor odwołuje się do wiedzy, do autorytetów i innych książek z zakresu podejmowanych zagadnień.
Bardzo podobało mi się, że jako praktyk / teoretyk Pan Olivier patrzy na człowieka podmiotowo. Zastanawia się nad jego życiem duchowym, świadomością, przeżyciami. Podejmuje głębszą refleksję nad egzystencją z chorobą i zdolnościami, widzi człowieka w człowieku.Jest to książka pod tym względem podobna do M.Kościelskiej "Niechciana seksualność" . Często w albumach, które są popularnonaukowe odrzuca mnie brak wnikliwości w życie człowieka i jego zdolności, a dokładna i szczegółowa analiza procesów, funkcji , skupianie się na deficytach. Ograniczanie człowieka do przypadku. Tutaj zupełnie tak nie jest.

Oczywiście nie umknął mi także jej sposób wydania. Ma idealny "zeszytowy"rozmiar, prostą okładkę, która nie zalewa barwami i niepotrzebnymi obrazami. Zawsze zwracam uwagę na to, czy w środku jest cała zapisana, czy (jak w przypadku książek "O mężczyźnie" , "Wszystko da się naprawić" Starowicza) połowa kartek to treść, a margines to reszta. Minusem jest brak " zakładki" z okładki lub zakładki w jakiekolwiek innej "wbudowanej" formie.

Czy polecam ją każdemu ? Nie. Uważam, że osoby ,które nie interesują się funkcjami mózgu, chorobami, które mogą spotkać człowieka i ogólnie neurologią choć trochę, będą się nudzić. Książka nie stanowi samych opisów historii, a znaczna jej część traktuje o nauce, postępach , odwoływaniu się do innych naukowców. Ja jestem osobą, która oprócz studiowania tych treści lubi o nich czytać i je zgłębiać. Mi się bardzo podobała :)

środa, 19 lipca 2017

Ulubieńcy półrocza: kolorówka

Witam Was! Dzisiaj obiecana kolorówka.  Produkty, które ostatnio używam non stop i dzięki którym malowanie jest jeszcze przyjemniejsze :) 


Zacznę od kosmetyków, które mam najdłużej. 


1. Puder ryżowy PAESE: 



Używam go od około pół roku, ale mam od ponad 2 lat. Większość czasu przeleżał w kartoniku. Używałam kompaktowego Stay Matte z Rimmella, ale odkąd wtopiłam się w świat bakingu i chciałam poradzić sobie ze świeceniem oraz uniknąć przy tym efektu ciastka ten produkt okazał się idealny. Już mi się kończy :(

2.Rozświetlacz Mary Lou Manizer:


czyli najbardziej popularny z rozświetlaczy. O szampańskim wykończeniu. Absolutnie nie lubię jego efektu w zimę, jest dla mnie za ciemny i ma zbyt ciepłe tony (a w zimę lubię robić "zimne" makijaże). Teraz używam go od kwietnia prawie codziennie. Daje przepiękny efekt na policzkach. Dzisiaj zabieram się za jego "naprawę", bo jak widać uległ bliskiemu spotkaniu z ziemią. 

3.Bronzer Lovely milky chocolate:


Coś pięknego! Kupiłam go "z braku laku", bo zapomniałam mojego produktu na wyjazd i dzisiaj jestem w połowie zużycia jego zawartości (co mi się bardzo rzadko zdarza,bo mam kilka bronzerów). Ma piękny odcień, ładnie się blenduje, twarz wygląda dzięki niemu promienniej i zdrowiej :)

4.Róż Deni Carte nr 1:


jeszcze kilka miesięcy temu nie byłam fanką róży. Miałam jeden z bourjois (zresztą do dzisiaj) i lovely, ale zazwyczaj omijałam ten krok w makijażu. Wszystko się zmieniło odkąd zakupiłam deni carte. Uważam, że kolor jaki wybrałam idealnie do mnie pasuje, na policzkach utrzymuje się cały dzień. W dodatku jest taniutki. 

5.Cienie Glam Shadows:


Odsyłam do wpisu : http://aprilexpose.blogspot.com/2017/06/cienie-glambox.html tam wyczerpałam temat. 

6.Baza pod podkład Douglas:


Testuję ją do wpisu na temat baz pod podkład,ale na to musicie poczekać jeszcze co najmniej 2 miesiące. Póki co ta trafia do ulubieńców, ponieważ jako jedyna tak dobrze i na długo matuje moją strefę T. Każdy podkład nałożony na nią daje wrażenie idealnie gładkiej skóry. Wygląda jak z photo shopa. 

7.Matowa szminka do ust K-lips od Lovely + konturówka:


Nie sądziłam, że to napiszę, ale znalazłam coś lepszego od Golden Rose. K-lips nie są wysuszające, kolor trzyma się naprawdę długo, nie zastygają na "suchy" mat, a raczej stawiają wrażenie odrobinę satynowych. Posiadam dwa kolory- neutral beauty oraz pink poison. Reszta jest dla mnie nieodpowiednia, bardzo cierpię, że nie ma większej gamy kolorów. Konturówka jest miękka , ładnie się ostrzy i ma dobrze dobrany kolor do szminki. 

Polecam ! Miłego dnia. 

poniedziałek, 17 lipca 2017

Michał Rozkrut "Mistrz życia"

Wyjątkowo dzisiaj przychodzę z nową recenzją, ponieważ przedwczoraj dodałam post i nie chciałam tego robić dzień po dniu. 

Książki o rozwoju nie były mi obce- od jakiegoś czasu czytałam Grzesiaka czy poznawałam na studiach  literaturę dotyczącą tego zagadnienia. Na pana Rozkruta trafiłam niedawno, książkę "Mistrz życia" dostałam w prezencie od Damiana. Cienka , w miękkiej i  "mrocznej" okładce. Nie, żebym się czepiała, ale jej wygląd mi się nie podoba. Jednak nie oceniajmy książki po okładce :P

Napisana bardzo prostym językiem i traktuje o oczywistościach, z których trzeba zdać sobie sprawę i zacząć praktykować. Jest przemyślana, kolejność treści jest uzasadniona. Tekst czyta się bardzo szybko, nie potrzeba przy tym większych refleksji chociaż pytania na końcu rozdziału do tego zmuszają. Autor podaje wiele przykładów z życia jednak mnie one nie satysfakcjonowały. Zazwyczaj historia z życia to jedna z ciekawszych rzeczy w druku, pozwala zapamiętać i lepiej przyswoić treść. Mimo to pamiętam może jeden z nich. Uważam ,że był słabe. 

W książce podobało mi się podejście do "palenia mostów" , a raczej do tego, by tego nie robić. I uzasadnienie właśnie takiego myślenia. Autor przedstawia także swoją koncepcję Życiowego Widnokręgu, dzięki któremu " można diametralnie zmienić życie". Czy aby na pewno? Myślę, że to zdanie jest z lekka przesadzone. Przeczytałam o tym parokrotnie, aby dobrze zrozumieć i nie odnoszę tego do swojego życia i sytuacji, postrzegam ją inaczej. Różne podejścia mają to do siebie, że albo się z nimi zgadzamy, albo nie. Tu wrażam swoje zdanie :)

Przejdę już do podsumowania. Książka jest "ok", przemyślana, ale to nic wielkiego. Nie sądzę, żebym zajrzała do niej ponownie. To początek, wstęp do rozwoju i osobom, które zaczynają interesować się samodoskonaleniem ją polecam. Ja z tych rad korzystam już od dawna.