niedziela, 19 listopada 2017

Harry Potter J.K Rowling

"Książe Półkrwi" i "Insygnia śmierci" to dwa tomy Harrego Pottera, które ostatnio przeczytałam.
Muszę przyznać, że są to książki działające na mnie jak narkotyk. W każdej wolnej chwili chciałam po nie sięgać, przeczytać chociaż stronę więcej. Nocami śniły mi się dziwne rzeczy z tematyką magii. Przed spaniem nie mogłam jej odłożyć.

Ostatnia część była szczególnie wciągająca, ponieważ film widziałam tylko raz i kompletnie nie pamiętałam jak to wszystko ma się skończyć. Oczywiście, po przeczytaniu zabrałam się za zaległości filmowe :)

W księciu znajdowało się dużo szczegółów z życia bohaterów powieści, które bardzo przyjemnie mi się czytało. Nie odczułam żadnego zmęczenia tematyką, co w przypadku takich książkowych olbrzymów często się zdarza. Podobały mi się wątki dotyczące Slughorna, relacji Hermiony z Ronem i zawodów z nowym kapitanem quidditcha. 
Byłam zdziwiona natomiast ostatnią częścią. To, ile było w niej rozszerzonych wątków, jak wreszcie wszystkie pozostałe części ułożyły się w całość i związały w jedną historię było niesamowite. Czułam, jakbym przemierzała całą historię Harrego od początku, z zupełnie innej perspektywy. Książkę czytałam z wypiekami na twarzy. Tym większe było moje zdziwienie i rozczarowanie kiedy zabrałam się za film. Nie mogłam uwierzyć jak bardzo spłaszczono fabułę i ile rzeczy zostało pokazane inaczej niż w lekturze. Rozmawiałam na ten temat z Filipem, którego podejście do ekranizacji mnie zaciekawiło i dało do myślenia. Do niedawna byłam święcie przekonana, że jeśli film jest na podstawie książki to powinien być wierną kopią tego, o czym czytamy. Nie lubiłam zbytnich uproszczeń i pomijania połowy treści. Denerwowało mnie niesamowicie, kiedy coś odbiegało od historii pokazanej w książce. Natomiast Filip uważa, że film to wizja reżysera, że to on tworzy, posiłkując się o treść nowe obrazy i sceny. Jest to inna perspektywa i interpretacja. Muszę przyznać, że skorygowałam swoje myślenie, ale nie na tyle, aby nadal nie odczuwać zawodu ostatnią częścią filmu. W insygnii denerwowało mnie, że nie ma już tyle Hogwartu, o którym tak lubiłam czytać. Jednak podobało mi się ile wiadomości o Tomie Riddlu można było z niej wyciągnąć. Plus zagadki i poszukiwanie przez trójkę przyjaciół horkruksów podsycało głód odnośnie wiedzy tego, co stanie się dalej. 

Bardzo serdecznie polecam KAŻDEMU przeczytanie książki. Szczególnie osobom (o ile takie są) które nie miały okazji obejrzeć filmu. Do dzisiaj urozmaicam sobie dzień stosując zaklęcia <np.accio pieniądzę> szkoda tylko, że nie działają :D 










Miłej niedzieli. Ja wczoraj skończyłam "Kobiety Kaddafiego" (o czym za tydzień) oraz jestem w połowie "Współczesnej bogini". 

czwartek, 16 listopada 2017

Projekt stylówka # 4

Cześć :)
Kolejny wpis poświęcony szukaniu stylu i gotowych zestawów.Wstęp sobie pominiemy. Chyba wiecie o co chodzi. 

Od razu zaznaczam, że moje stylizacje nie  były w zeszłym tygodniu przemyślane. Co więcej, składają się z wielu ubrań i limit 6 został poważnie przekroczony. W dodatku zdjęcia są bardzo słabej jakości przez mój zniszczony telefon i w związku z tym od tego tygodnia robię je aparatem (cyfrówką). Od grudnia będę mieć nowy telefon i wszystko powinno się poprawić :)

PONIEDZIAŁEK:



kurtka- Primark
Sukienka- pull&bear
buty-Lasocki


WTOREK:


Nie, nie byłam wtedy na uczelni, stąd mój sportowy strój. 

bluza-Primark
t-shirt- biały z Primarka
legginsy- Gatta (drogie i bardzo szybko się pokulkowały,odradzam)
buty-New Balance



ŚRODA:



Jest to strój z pierwszego projektu stylówki z tym, że z innymi butami.
kurtka-Primark
sweter- Only
spodnie- Zara
pasek- H&M
buty- New Balance 

Do następnego!

niedziela, 12 listopada 2017

Minimalizm w szafie

Dzień dobry. Jakiś czas temu, przy okazji krótkiej recenzji "Chcieć mniej" napisałam o zauważalnej zmianie, która dzięki posiadaniu mniej zaistniała w mojej przestrzeni. 


Moja historia modowa nie jest zbyt skmplikowana. Jak byłam mała większość ubrań dostawałam w spadku po starszym o dwa lata bracie. Pamiętam jak nosiłam jego bluzy i poprzecierane spodnie. Większość mojej szafy to były jego rzeczy. Zdarzało mi się dostawać ubrania, ale było to rzadko i najczęściej były to rzeczy po taniości, z rynku. Sytuacja zmieniła się około 5/6 klasy szkoły podstawowej, gdzie dostałam swój pierwszy zielony dres, niebieską rozpisano- zapinaną bluzę czy niebieskie mokasyny (takie rzeczy się pamięta, a propos te buty nosiłam aż w obu zrobiły się dziury na dwa palce). Wtedy też przestałam nosić ubrania Łukasza.  

Gimnazjum to był szalony okres eksperymentowania. Zaczęłam chodzić też na siłownie z tatą (przez dwa lata) i mój styl nazwałabym sportowym z dużą dozą hip-hopowca. W trzeciej gimbazy zaczęły przewijać się co jakiś czas stylizacje bardziej dziewczęce, ale należały do mniejszości. 

W liceum koleżanki miały ubaw jak jednego dnia przychodziłam w sukience lub spódniczce, a drugiego w szerokich dresowych spodniach (śliskich, a jakże!) i dużo za dużej bluzie. Cóż, nadal zapadam się pod ziemie jak sobie przypomnę moje "stylizacje". 

Odkrywanie "nowego stylu" przypadło na przełom klasy maturalnej i pierwszego roku studiów. Wtedy coraz bardziej świadomie zaczynałam myśleć o spójności w ubiorze i jakimś charakterze czy torze, w którym będę kreować swój styl. Wtedy też moje ubrania zaczęły być bardziej kobiece, zainwestowałam w koszule, nie nosiłam na co dzień dresów. Jednak to jeszcze nie było to. 

Na drugi rok moich studiów przypada ciąża i nie ukrywam- wtedy chyba najtrudniej szukać własnego stylu...nie inwestowałam wtedy w ogóle w ubrania, kupiłam jedynie jedną parę spodni i dwie pary leginsów. Miałam modowy zastój, wykorzystywałam większość ubrań oversize, które znajdowały się w mojej szafie. 

Jednak trzeci rok studiów to poniekąd mała rewolucja. Zaczęłam bardziej świadomie zastanawiać się nad zakupami ubraniowymi. Nadal kusiły mnie bluzy, ale wiedziałam, że już się w tym nie odnajdę. Buty sportowe, którym najczęściej ulegałam ograniczyły się do dwóch par + czterech par trampek. Mimo to nadal "nie miałam się w co ubrać" , a ubrań miałam pełno i co jakiś czas wyrzucałam stare , żeby zrobić miejsce na przepełnionych wieszakach nowym. 

Największa zmiana czekała mnie w roku 2017. Wtedy w moje ręce trafiła książka Katarzyny Kedzierskiej i po pierwszej lekturze zaczęłam coś zmieniać. Na początku było mi trudno. Pozbywanie się ubrań, których tak naprawdę nie lubiłam nosić (zawsze wybierałam coś innego zamiast nich) było męczące. Najwięcej motywacji dało mi poznanie powodów, dla których chomikuję ubrania. Dzięki nie tylko tej książce ale np.również "Im mniej tym więcej" Beckera wypisałam sobie te powody na kartce. I zrobiło mi się łatwiej. W procesie porządkowania odegrała wielką rolę Marie Kondo "Magia sprzątania". Cały proces segregacji trwał do niedawna. Tak naprawdę trwa nadal, ale teraz jestem w takim punkcie, w którym odczuwam zadowolenie z efektów. I piszę to w pełni świadomie. 

Jakiś miesiąc temu (przy okazji projektu stylówka) znowu otworzyłam szafę i postanowiłam znowu "coś" diametralnie zmienić. Z dwóch szaf na ubrania- dużej garderoby (w której miałam rzeczy) oraz małej,w której Julka miała swoje zabawki i ciuszki postanowiłam dokonać wymiany szaf z córką. Niestety Julka jest za mała żeby protestować więc z tym nie miałam problemu. Pomysł ten zakiełkował jednego dnia, a drugiego przeszłam do realizacji. Stwierdziłam,że skoro tylu ubrań się pozbyłam i mam ich relatywnie niewiele to, aby uzyskać przejrzystość przeniosę się do mniejszej. Teraz najlepsze w każdym wpisie- zdjęcia przed i po :

Najpierw same szafy i ich rozmiary:



Zdjęcia przed i po. Z lewe strony- przed, a z prawej strony-po :







Co się zmieniło?

Myślę, że dużo. To, co pozostało na swoim miejscu to <widoczne na ostatnim zdj> książki, kartony i płyny oraz moje kilka sukienek i bluza ze swetrem do chodzenia po domu. Reszta została przetransportowana i zmieniła adres zamieszkania. Jest przejrzyściej, klarowniej i ładniej. Myślę , że to widać i wiele nie muszę się rozpisywać. Przez najbliższe tygodnie/ miesiące będę się starać, aby te kilka ubrań pozostawionych u Julki zniknęło i trafiło do mojej szafy lub poza dom.

Dla mnie jest to zmiana ogromna. Zyskałam na niej mnóstwo czasu, gdyż w małej szafie z mniejsza ilością rzeczy mogę szybciej się połapać co z czym połączyć. Męczą mnie tylko sukienki, które nadal znajdują się w szafie Julci, ale jak już pisałam- staram się z nimi coś zrobić. 

Mam nadzieję, że wpis okazał się ciekawy. Dla mnie był bardzo czasochłonny, ale przyjemnie się go pisało.

Miłej niedzieli :) 

czwartek, 9 listopada 2017

Projekt stylówka #3

Cześć :)
Kolejny wpis poświęcony szukaniu stylu i gotowych zestawów. Początek przypominający o co chodzi w projekcie:

O co chodzi?

Mam zamiar co czwartek (lub piątek) pokazywać Wam moje zestawy, w które ubierałam się na uczelnię. Z racji na to, że zajęcia mam od poniedziałku do środy, to właśnie czwartek/piątek są najlepszymi dniami, aby pokazywać Wam w co ostatnio się ubierałam. 

Po co to robię? 

Aby stworzyć zestawy ubrań, które będę wykorzystywać w przyszłości.  Dodając je na bloga mam pewność, że nie zginą w czeluściach komputera (chociaż mam na nim względny porządek). Z pewnością za jakiś czas zestawienia się powtórzą, ale właśnie o to chodzi- zobaczymy na jak długo starczy mi wyobraźni i ubrań, aby tworzyć za każdym razem coś nowego. Uwierzcie- od pewnego czasu pozbywam się ubrań i wydałam z szafy...7 worków 60 litrowych (to ponad połowa tego, co miałam). 

Zasady? 

W danym tygodniu staram się wykorzystać maksymalnie 6 ubrań na 3 dni (nie licząc bielizny,  czy biżuterii). A dlaczego? Aby zdobyć łatwość łączenia ubrań. Chcę nauczyć się otwierając szafę od razu robić zestawy z tego, co w niej się znajduje. Z czasem pragnę wprowadzić zasadę 4 ubrania na 3 dni. Będę informować. 

Czym się zainspirowałam? 

Projektem Kasi Kędzierskiej z bloga Simplicite, capsual wardobe. W zasadzie to nie jej autorski pomysł, ale dzięki niej się o nim dowiedziałam i wprowadzam w życie. Poza tym oczywiście moja coraz większa miłość do minimalizmu.


Po pierwsze: w poprzednim tygodniu na uczelni byłam jeden dzień więc zobaczycie jedną "studniową" stylizację.

Po drugie: dwie kolejne będą takie same, bo siedziałam w domu i zmieniałam tylko bieliznę i skarpetki :D Także nie miałam problemu z ograniczaniem ubrań. Nie liczcie na coś szałowego.


PONIEDZIAŁEK:



Szal- był tylko do wyjścia, gdyż było zbyt zimno aby przejść z gołą szyją do samochodu, no name
Kardigan- George
Śliwkowa bluzka- H&M z bawełny organicznej- mega jakość!
Spodnie materiałowe- bershka
Buty-Anna Field


WTOREK:


Bluzka-reserved
Spodnie-Levis
Klapki z puszkiem- no name :D

ŚRODA:


To samo,co wyżej plus mega kok.

Tak jak napisałam- szału nie ma, ale nie mam zamiaru się "przebierać" do zdjęć kiedy tak naprawdę zaraz to ściągnę. Zazwyczaj jak siedzę w domu to ubieram się tak, żeby mi było wygodnie niekoniecznie pięknie. Miłego czwartku!